RozTrojenie.

Codzienność z bólem – nie każdy to zna. Nasi bliscy często chcą nam pomóc, ale nie wiedzą jak. Nie zapominajmy – dla nich to też trudne i nie zawsze potrafią poradzić sobie z bezsilnością. Z drugiej strony my nie potrafimy im przekazać dokładnie co czujemy. Ja poradziłam sobie obracając trochę całą tą sytuację w żart. Schematy/fazy powtarzają się, więc wystarczyło je nazwać. U mnie występują trzy. Opisze je pokrótce, ponieważ ten post jest bazą do kolejnych, by łatwiej było mnie zrozumieć.

  1. Turbo – to moja ulubiona faza. Dolegliwości są nieinwazyjne i moja aktywność jest duża. Sprzątam, gotuję, robię wszystko co jest zaplanowane na cały dzień – nie tylko priorytet (o planowaniu dnia napiszę osobny post). Działam wtedy jak mała mróweczka, mam masę pomysłów i energii. Sama siebie zadziwiam jak mogę być kreatywna, gdy dobrze się czuję i chcę to wykorzystać. W sumie to taki normalny dzień zdrowej osoby. Występuje w wariancie z kolejną fazą, dlatego można podzielić ją na turbo-umysłowe i turbo-fizyczne. Często nie trwa cały dzień, ale jestem wdzięczna z to, że jest.
  2. 80-letnia babcia – tu zaczynają się schody. Wyobraźmy sobie taką starszą panią. Chodzi, ale z trudnością. Ugotuje, ale nic wykwintnego i wymagającego sprawności manualnych jak np. obieranie ziemniaków. Pójdzie na zakupy, spacer itp., ale jakość życia już nie ta. Zapomina pewnych rzeczy, brakuje jej słów i trudno jej się skoncentrować. Czujecie to? No więc taka jest właśnie faza druga. Ją również możemy rozdzielić na ciało i umysł. Tworzy się dzięki temu hybryda w postaci turbo umysłu i ciała babci. Nie zdarzyło mi się, by było odwrotnie, ale kto wie?! 😉
  3. Trzecia faza, hmm… miałam problem z nazwą, ale od czego ma się przyjaciół?! Jedna z moich kochanych Ań (a mam do nich szczęście), gdy jej opowiedziałam o tym, stwierdziła, że z mojego opisu jest to Frozen! Ponieważ – jak możecie się domyśleć – nie przepadam za tą fazą i nie jest ona moją ulubioną, opowiem o niej więc krótko: łóżko, lód na stawy, „nie mów do mnie teraz” i te sprawy. Trudno jest robić podstawowe czynności co bywa niełatwe, a nawet upokarzające. Na szczęście pojawia się ona najrzadziej, głównie przy zmianach pogody. Nie występuje z żadną powyższą fazą.

To „nazywanie” naprawdę pomogło zarówno mi i  –  myślę szczególnie  –  mojemu mężowi, który spędza ze mną najwięcej czasu. Więc zamiast „jojczeć”, mówię, że babcia przyszła – on rozumie i jest wesoło. Mając świadomość istnienia tych faz jest nam obojgu łatwiej. On wie na ile mnie danego dnia stać, a ja nie muszę mu wiele tłumaczyć, a wierzcie mi jest to męczące na dłuższą metę. Mam nadzieję, że podoba się Wam jeden z moich sposobów radzenia sobie z codziennością. Wystarczy tylko zauważyć te powtarzające się schematy, nadać im nazwę (najlepiej śmieszną), pod nie planować swoje dni i nauczyć naszych bliskich jak się w nich odnaleźć.

Processed with VSCO with hb1 preset

2 myśli na temat “RozTrojenie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s